Dewastacja polskiego wybrzeża

Najwyższa Izba Kontroli podjęła się sprawdzenia stanu polskiego wybrzeża. Wyniki mogą przyprawić o ból głowy. Całość można podsumować: nieprzemyślane inwestycje prowadzące do dewastacji wybrzeża.

Dewastacji o tyle znaczącej, że wybrzeże jest obszarem odwiedzanym tłumnie przez turystów w okresie wakacyjnym. To właśnie ten sektor gospodarki rozwija się tu najszybciej i jest motorem napędzającym rozwój regionu. A za rozwojem idą inwestycje. Przecież o turystę trzeba zadbać. Nie jest to jednak problem wyłącznie hoteli czy domów wczasowych. Gminy również starają wprowadzać w życie co lepsze (ich zdaniem) pomysły. Skutek? Nikogo nie powinny dziwić zbyt szerokie zejścia na plażę, ścieżki rowerowe na koronach wydm. Ochrona tego delikatnego środowiska schodzi na drugi plan. Choć właściwszym określeniem byłoby „dalszy plan”. Bo wydaje się to to kwestie traktowane z przymrużeniem prawniczego oka.

NIK wspomina, że jednym z zadań urzędów morskich jest zapobieganie negatywnym zjawiskom, zarówno tym istniejącym jak i prognozowanym. To one odpowiadają za gospodarkę w pasie technicznym wybrzeża (obszar o szerokości 10 do 1000m w kierunku lądu. Wzajemnie oddziałuje tu morze i ląd. Obszar szczególnie chroniony nie tylko ze względu środowisko ale również w celach bezpieczeństwa, jak choćby ochrona przeciwpowodziowa). W praktyce naciski gmin powodują, że urzędy morskie zezwalają na budowę dużych obiektów turystycznych nawet 2 m. od krawędzi klifu! Jednocześnie z pieniędzy podatników corocznie przeznaczana jest kwota rzędu 40 milionów zł. Na ochronę polskiego wybrzeża. 40 milionów w ramach krajowego programu. A do tego pozyskiwane są środki unijne idące w dziesiątki i setki milionów zł. Ale nie jest to źródło nieskończone. Przy obecnej polityce koszty ochrony będą tylko rosły.

Nieprawidłowości jest cała lista. Na ponad 7 kilometrowy odcinek, za który odpowiada UM w Słupsku ponad 3,5 km jest źle wyznaczony. Mimo narzuconej granicy minimalnej (10 m) tu wytyczano nawet 0,5 m od krawędzi klifu. 9,5 m mniej. Inwestycja, która pochłonęła ponad 600 tys. zł. Na nieprawidłowości nie zwrócono uwagi już na etapie odbioru inwestycji. W niektórych miejscach pas techniczny został utracony w wyniku działania sił natury. Mimo konieczności wyznaczenia nowego pasa technicznego, nie podjęto żadnych działań.

NIK zauważa, że zbyt często wyznaczano minimalną granicę pasa technicznego pomimo że względy bezpieczeństwa (ochrona przeciwpowodziowa i ochrona przyrody) wymagałyby granicy możliwie największej. Urzędy morskie wyznaczając pasy nie korzystali z opinii komórek organizacyjnych własnych urzędów, które w temacie się specjalizowały. Mowa o Inspektoratach ochrony wybrzeża, które to mają wszelkie kompetencje, by odpowiednio doradzać.

Ilekroć jestem nad morzem, zawsze dziwił mnie fakt, że turyści chodzą po wydmach a gminy na to pozwalają. Czym jest bowiem brak kontroli. Izba wyjaśniła również tę kwestię i okazuje się, że na 171 km wybrzeża przypada… 28 patrolujących pracowników. Co więcej, kontrole były wyłącznie w godzinach pracy urzędu 7:00 do 15:00. Ponadto w okresie letnim, czyli momencie największego najazdu wczasowiczów, dyżury weekendowe były jeszcze mocniej okrojone. Patrole wyruszały tylko w co drugą sobotę w godzinach 10.00-18.00. Pozostałe soboty oraz wszystkie niedziele i wakacyjne święta były bez jakiejkolwiek ochrony. Efekt? Chodzący po wydmach turyści, którzy rozbijali tam obozowiska czy zaśmiecanie. A w przypadku kontroli? Działania ograniczały się do pouczeń oraz wystawiania tablic informacyjnych. Mandatów nie wystawiano.

W założeniu każde zejście na plażę powinno być publiczne. Okazało się jednak, że w kilku przypadkach zejście z plaży kończyło się schodami i bramą. Najciekawsze, że budowanie takich schodów wymaga pozwolenia a wojewoda nie wydał ani jednej zgody.

Więcej znaleźć można na stronie NIK.