Naukowcy o ochronie środowiska

Naukowcy UMCS zabrali głos w sprawie ochrony środowiska. Trójka profesorów wypowiedziała się z okazji Światowego Dnia Ochrony Środowiska.

Żyjemy w świecie konsumpcji, korzystamy ze środowiska pełnymi garściami nie zawsze zastanawiając się nad konsekwencjami. A konsekwencje są ogromne. Ginące gatunki czy zanieczyszczenia, które nie pozostają bez wpływu na nasze zdrowie. Nawet nie zastanawiamy się nad kosztami ekonomicznymi naszych decyzji związanych z niszczeniem przyrody. Ważną rolę spełnia tu dydaktyka oraz popularyzacji nauki. Dlatego dzisiaj chciałbym Cię zapoznać z trzema krótkimi filmikami (3 do 5 min każdy), w których naukowcy z Uniwersytetu Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie zwracają uwagę na problemy ochrony środowiska.

Prof. Wojciech Janicki z Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej (WNoZiGP) zwraca uwagę właśnie na rozsądne podejścia do ochrony środowiska. To, że coś na pierwszy rzut oka wydaje się ekologiczne, po zsumowaniu wszystkich kosztów środowiskowych wcale ekologiczne może nie być. A ogromnym problemem jest granie na emocjach a czasem manipulowanie faktami przy wykorzystaniu prawa wielkich liczb. Chyba muszę tu ostrzec o lokowaniu produktu, a dokładnie o promowaniu najlepszego kierunku studiów na świecie – geografii ;p

Dużym problemem ochrony środowiska jest nadmierna konsumpcja o czym wspomina prof. Jolanta Rodzoś z WNoZiGP UMCS. Zrzucamy odpowiedzialność na firmy i instytucje za stan środowiska i jego ochronę. Prof. Rodzoś zwraca uwagę, że czekamy na działania rządów, samorządów czy firm, które zaczną produkować np. samochody, które nie zanieczyszczają środowiska a zapominamy, że sami też możemy zacząć działać jako konsumenci. Rozważna konsumpcja czy ograniczenie konsumpcji może być sposobem na ochronę surowców mineralnych, wody, dzięki temu zmniejszymy ilość odpadów. Przecież cały czas kupujemy nowe rzeczy poprzednie (czasem działające ale stare – wyrzucamy).

Na dzień dzisiejszy znamy ponad 11 tys. gatunków ptaków. Niestety aż 40% z nich jest zagrożonych wyginięciem na co z kolei zwraca uwagę prof. Marcin Polak z Wydziału Biologii i Biotechnologii. W ostatnich latach w Polsce wyginęło kilka gatunków. W przypadku wielu innych obserwujemy spadki liczebności.

Myślę, że te wypowiedzi dają do myślenia. Warto zastanowić się jak my sami (naszymi codziennymi decyzjami, wyborami) możemy wpłynąć na poprawę jakości naszej planety.

Karol Kubak

Turystyka i ochrona środowiska – czy da się to połączyć?

Już są. Tatrzański Park Narodowy opublikował na swojej stronie dane statystyczne dotyczące sprzedaży biletów w 2019 roku. Dane powinny skłonić do refleksji na temat sensu istnienia parków narodowych i ich zadań.

Turystyka i ochrona środowiska są obszarami, które niezwykle trudno jest połączyć. Pierwsza oczekuje jak największej liczby osób przyjeżdżających do nas, druga z kolei chciałaby ograniczyć tę liczbę do niezbędnego minimum. Jest to tym cięższe, że funkcjonowanie popularnych turystycznie miejscowości zależy od wpływu finansów z turystyki a ludność pracuje głównie w usługach obsługujących turystów.

Dane o liczbie turystów odwiedzających Tatrzański Park Narodowy posiadamy od 1993. Wcześniej jedynie szacowano liczbę osób (ale robiono to w niezwykle ciekawy sposób). Podstawą do szacunków było założenie, że część osób przyjeżdżających do Zakopanego wybiera się do parku narodowego. A jak liczono turystów? Po ilości sprzedawanego chleba. Niestety nie uwzględniano osób spoza Zakopanego.

Obecnie turyści w Tatrzańskim PN mają do dyspozycji 275 km szlaków. Dzięki ich wyznaczeniu oddziaływanie na środowisko jest liniowe a nie powierzchniowe. Problem w tym, że 96% powierzchni parku leży nie więcej niż kilometr od szlaków uczęszczanych rocznie przez rzesze turystów. TPN rocznie sprzedaje miliony biletów (od 2015 r. ponad 3 miliony rocznie) i tendencja jest wzrostowa (niebieska linia na wykresie poniżej). Taka ilość osób nie pozostaje bez wpływu na przyrodę. Od wielu lat pojawiają się pomysły o ograniczeniu ruchu turystycznego, ale ciężko wyobrazić sobie sytuację, gdy setki turystów przyjeżdżają do Doliny Chochołowskiej czy drogi nad Morskie Oko i dowiadują się, że nie mogą wejść, bo dzienna liczba turystów została przekroczona. Tym bardziej, że obiekty te są dobrze skomunikowane a na odwiedzających czekają ogromne parkingi.

Jak więc chronić cenną i wrażliwą przyrodę?

Na pewno nie ograniczymy liczby turystów, jednak pojawiają się propozycję, aby przynajmniej nie rozwijać kolejnych udogodnień. Jak to rozumieć? Np poprzez zostawienie parkingów w takiej ilości jaka jest, nieposzerzanie ich i nie tworzenie nowych. Co najwyższej komunikację samochodową można zastępować zbiorową. Przydałoby się to np. w Dolinie Chochołowskiej. Zanim dojdzie się do punktu sprzedaży biletów ilość samochodów przytłacza. Chcąc spędzić czas z przyrodą można co najwyższej powąchać trochę spalin. Oznacza to również nie zwiększanie przepustowości kolejki na Kasprowy Wierch.

Inną możliwością jest tworzenie ciekawej infrastruktury turystycznej poza parkiem, która przyciągnie ludzi. Warto wyznaczyć atrakcje przyrodnicze, kulturowe, rekreacyjne angażując cały region a nie tylko ograniczać się do obszaru chronionego. Dzięki temu, część osób pokusiłoby się o odpoczynek poza parkiem. Wskazuje się na próby „miękkiego” zarządzania ruchem turystycznym, jak np. umieszczanie tablic informujących o liczbie turystów aktualnie przebywających w danym miejscu. Istnieje szansa, że część osób widząc takie tłumy sama zmieni cel wycieczki.

Czasem istnieje konieczność czasowego zamknięcia szlaków. Część zostaje zamknięta na okres zimowy a ponadto ruch ogranicza się do dnia, aby w nocy dać szansę na swobodne poruszanie się zwierząt.

Fot. Zniszczone przez turystów skały w Dolinie Kościeliskiej

Pewien wpływ na ograniczenie ruchu turystycznego ma decyzja, że wycieczka zbiorowa musi wejść na obszar TPN wraz z przewodnikiem tatrzańskim. Ich ograniczona liczba powoduje, że niektóre wycieczki zmuszone są do zmiany swoich planów.

Niezmiernie ważną rolę w ochronie przyrody spełnia edukacja. Jeżeli turyści będą odpowiednio wyedukowani na temat własnego zachowania na obszarach chronionych, naszego wpływu na zwierzęta, cenne gatunki roślin, presja na środowisko zmniejszy się. Przykładami edukacji są tablice informacyjne stawiane na szlakach, program Lawinowe ABC, szkolenie organizowane przez ratowników TOPR czy prowadzenie Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN w Kuźnicach. Oprócz tego publikowane są liczne biuletyny, książki czy czasopisma. Istotną rolę powinna spełniać tu również szkoła i lekcji przyrody, geografii i biologii.

Problem opisałem na przykładzie Tatrzańskiego Parku Narodowego, jednak problem nadmiernego ruchu turystów można by zauważyć w wielu miejscach chronionych. W każdym z tych przypadków musimy pamiętać, że te miejsca stworzyliśmy po to aby chronić przyrodę i to jej dobro powinno być tu najważniejsze. Tym bardziej, że parki narodowe w Polsce obejmują zaledwie 1% powierzchni kraju.

 

Karol Kubak

Przeczytaj również:

Australia zabije 10 000 wielbłądów

Z Australii docierają do nas przykre informacje dotyczące licznych pożarów. Ale z drugiej strony czytam też wiadomości w które nie mogę uwierzyć. Australia planuje zabić 10 000 wielbłądów ponieważ produkują zbyt dużo metanu. Ilość tego gazu można przeliczyć na produkcję CO2. Jeden wielbłąd w ciągu roku produkuje  około 45 kg metanu, czyli równoważność tony dwutlenku węgla. Specjaliści obliczyli, że milion wielbłądów produkuje tyle CO2, co 400 000 samochodów osobowych. Dodatkowo okazało się, że wielbłądy piją zbyt dużo wody potrzebnej do gaszenia pożarów a ponadto przynoszą straty materialne niszcząc mienie ludzi w poszukiwaniu wody.

Przez 5 dni profesjonalni myśliwi mają zabić ze śmigłowców 10 000 wielbłądów.

Wielbłądy zostały sprowadzone do Australii w XIX wieku w celach transportowych z Indii i Afganistanu. Gdyby nie regulacja populacji ich liczebność zbyt szybko by wzrastała. Faktem jest więc problem tego kraju z obcą fauną.

Pierwsze pomysły odnośnie odstrzału wielbłądów pojawiły się w 2011 roku, kiedy to firma Northwest Carbon Tim Moore pomysł wybicia miliona wielbłądów określiła jako innowacyjny! Z ich mięsa miałyby być produkowane pożywienie dla zwierząt hodowlanych i domowych. Oczywiście polowania miałyby być finansowane z budżetu państwa.

Nie słychać przy tym zbytnio planów o ograniczeniu emisji z transportu czy innych źródeł. Łatwiej zabić zwierzęta niż w inny sposób zadbać o nasze środowisko.

Karol Kubak- geograf, hydrolog, pasjonat badań krajobrazu oraz technologii GIS

Zielony Sahel

Sahara. Pustynia o której każdy słyszał. Gdy dochodzimy do jej południowej granicy, przchodzimy w kolejny region geograficzny – Sahel. Opadów jest tu niewiele. Roczna suma waha się od 200 do 500 mm, jednak większość przypada na krótką porę deszczową. Jest to region ciepły. Średnie temperatury miesięczne wynoszą powyżej 20ºC.

W tych warunkach żyje specyficzna grupa ludności – nomadowie. Koczownicy wędrujący wraz ze swoim bydłem z miejsca na miejsce aby znaleźć tereny odpowiednie do wypasu. Skąpa roślinność nie ułatwia życia, które kierowane jest opadami. Tam, gdzie występują opady, tam wegetacja roślin jest możliwa a zatem w tym kierunku podążają nomadowie.

W ostatnich latach zauważa się wzrost liczebności stad. Jednocześnie pasterstwo koczownicze jest wypierane przez osiadły tryb życia i związane z nim rolnictwo oraz wzrost liczby mieszkańców. Okazuje się, że presja na środowisko jest duża. Zbyt duża.

We wrażliwym ekosystemie ubywa roślin, drzewa wycinane są w celu pozyskania drewna (głównie na opał). Gleba pozbawiona roślinności bardzo szybko ulega degradacji, co utrudnia ponowne wkroczenie roślin. A to jest jak otwarta brama dla piasków zahary, z napisem „serdecznie zapraszamy”. Sahel pustynnieje. Pustynia powiększa swoją powierzchnię.

Aby zapobiec dalszej degradacji środowiska, w 2005 roku powstał projekt „Wielki Zielony Mur”. Jest to szeroki na 15 km pas drzew ciągnący się w poprzek Afryki od Senegalu do Dżibuti.

Pas jeszcze nie powstał, chociaż co jakiś czas słychać o kolejnych podejmowanych krokach przy współpracy z państwami bogatszymi. Również Polska bierze udział w nasadzeniach drzew.

Ale za tą akcją idzie jeszcze, może nieco mniej szumna medialnie ale pozytywna cecha. Wokół tego utworzył się cały program rozpowszechniania lokalnych technik użytkowania ziemi. Rolnicy nauczyli się, że sadząc drzewa i budując specjalne kamienne bariery można ograniczyć erozję gleby a co za tym idzie, zwiększyć plony.

Więcej o całej inicjatywie można poczytać na stronie https://www.greatgreenwall.org/

Projekt jest niezwykle ambitny, i wydaje mi się słuszny. Zarówno ze względów przyrodniczych jak i edukacyjnych. Trzymam kciuki.

źródło zdjęć: https://www.greatgreenwall.org/

Karol Kubak

Przeczytaj również:

Zmniejszenie powierzchni Parków Narodowych

Nie tak dawno pisałem o obszarach chronionych. Jedną z form są parki narodowe, których powierzchnia to zaledwie 1% powierzchni kraju. To jeden z niższych wyników w porównaniu z innymi krajami, tym bardziej, że pod względem  przyrodniczym jako kraj możemy się chwalić i być dumnymi z takiej różnorodności.

Niestety dla rządzących nawet 1% to za dużo. Dlatego planuje się zmniejszyć powierzchnię Świętokrzyskiego Parku Narodowego o około 5 hektarów. Wyłączony ma być Klasztor Oblatów a więc samo centrum!

Jeszcze nie tak dawno planowano zmniejszenie liczby turystów aby chronić to co najcenniejsze na tym obszarze – przyrodę. Zakonnicy protestowali, gdyż to może ograniczać liczbę pielgrzymów i osób biorących udział w imprezach religijnych. Po odwołaniu ostatniego dyrektora rząd powołał nowego, według którego ta działka jest zbyt zurbanizowany i spokojnie można się go pozbyć. Konsekwencją jest projekt rozporządzeni Rady Ministrów, według którego obszar ten bezpowrotnie utracił wartości przyrodnicze.

A może nagle okaże się, że inne parki również trzeba zmniejszyć?

Karol Kubak

Przeczytaj również:

Stanowisko Rady Wydziału Biologii UJ w sprawie kryzysu klimatyczno-ekologicznego

Klimat się zmienia. Ale czy to zmiany naturalne czy spowodowane przez człowieka?

Naturalne zmiany były i zawsze będą. Najlepszym przykładem jest precesja Ziemi. Oś Ziemska nie jest stała, ale również robi obrót o 360 stopni. Taki ruch trwa 26 tys. lat. Połowa – 13 tys. lat. Tak się składa, że podczas ostatniej epoki lodowcowej Ziemia była inaczej odwrócona do Słońca (ale o tym może kiedyś inny wpis). Wędrówka kontynentów powoduje, że gatunki muszą przystosować się do zmian (ale jest to niezwykle powolny proces). Są wybuchy wulkanów, które wyrzucają taką ilość pyłów i gazów ile my, ludzie produkujemy przez rok czy więcej czasu. Ale nie ma wątpliwości, że te naturalne zmiany wzmagane są przez działania człowieka. Nadmierna emisja spalin, tony wytwarzanych śmieci i odpadów.  To tylko niektóre przykłady nadmiernej presji na środowisko. Cierpi na tym wiele gatunków roślin i zwierząt.

Rada Wydziału Biologii UJ zwraca uwagę na konieczność działań, które należy podjąć zarówno lokalnie, regionalnie jak i globalnie aby przeciwdziałać skutkom kryzysu klimatycznego i ekologicznego.

Nawet, jeśli nie jesteśmy urzędnikami mającymi wpływ na decyzje to my, obywatele wybieramy rządzących, którzy podejmują decyzje. Mamy wpływ na rozpowszechnianie się prawdziwych informacji i przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się pseudonauki.

https://wb.uj.edu.pl/wydzial/aktualnosci/komunikaty/-/journal_content/56_INSTANCE_dfCQFl8WvJhE/41643/143050723?fbclid=IwAR3Qqck7xBo1FUr7qqzQ0t9E7dxTwEIObBMqIrmJw18QOtRNDBFSxkJ31f0

Kwaśne deszcze

Dzisiaj krótko o deszczu. A właściwie o kwaśnych deszczach i kwestii, która jest bardzo rzadko poruszana w szkołach a może powodować pewne niezrozumienie tematu. Każdy z nas słyszał o kwaśnych deszczach. Że są złe, że powstają przez zanieczyszczenia. Ale czym tak na prawdę są? Skoro kwaśny deszcz jest zły to znając odrobinę chemii „dobry” deszcz powinien mieć pH minimum 7, prawda? I badając odczyn próbek deszczu możemy zrobić wielkie oczy nad „fatalnym” stanem deszczu. Próbki będą miały pH ok. 5,6. Czyli wszędzie jest kwaśny deszcz! Nic bardziej mylnego. Nie ma w przyrodzie czegoś takiego jak deszcz zasadowy czy neutralny. A może inaczej, jeżeli deszcz miałby pH powyżej 7 to ja bym się zaczął martwić. Bo to nie dobrze.


Atmosfera Ziemska to mieszanina różnych gazów. Głównie azot, tlen. Tlen jest gazem, którego potrzebujemy do życia. Wdychamy go, ale z naszych płuc wydostaje się dwutlenek węgla. Produkują go zwierzęta, rośliny podczas oddychania, dostaje się podczas wybuchów wulkanów itd. (celowo nie wspominam o spalinach, żeby pokazać mechanizmy samej przyrody, bez wpływu człowieka). Dostaje się do atmosfery. Dalej, jeżeli mamy deszcz to krople wody wchodzą w reakcję właśnie z tym dwutlenkiem węgla. No i zagadka, co powstaje? Powstaje słaby kwas węglowy. Dzięki temu, naturalny deszcz ma pH ~5,6. Wow! Chemicznie ma odczyn kwaśny! Ale to bardzo dobrze. Tak ma być (z tego samego powodu butelkowana woda gazowana ma delikatnie kwaśny smak. Jest nasycona dwutlenkiem węgla). Dopiero jeżeli zanieczyszczenia obecne w atmosferze (np. tlenki siarki) doprowadzą do powstania innych, mocniejszych kwasów (np. kwasu siarkowego) pH deszczu może spaść poniżej 5 (np. pH 2, pH 3,5). Dopiero w takim przypadku mówimy o kwaśnym deszczu, który jest groźny dla środowiska, ale i powoduje niszczenie budynków i konstrukcji budowanych przez człowieka.


Nie wchodzę w szczegóły, bo nie o to chodzi. Pamiętaj tylko, że każdy naturalny deszcz ma pH około 5,6 czyli odczyn lekko kwaśny. I taki deszcz jest dla środowiska dobry.


Ochrona przyrody w Polsce

Ochrona środowiska jest czynnością konieczną. Eksploatujemy zasoby przyrody, korzystamy ze środowiska wywierając tym samym negatywny wpływ na otoczenie. Nie zawsze jest to świadome oddziaływanie. Przecież nie każdy idzie do Parku Narodowego z zamysłem niszczenia. Ale jeżeli jesteśmy jednym z kilku milionów turystów, którzy w ciągu sezonu dany obszar odwiedzą, to nasz mały udział w antropopresji jest nieunikniony.

Chcąc zachować środowisko w takim stanie aby przyszłe pokolenia mogły również spokojnie żyć wymaga podjęcia pewnych kroków – wyznaczenia obszarów najcenniejszych (pod różnym względem – przyrodniczym i kulturowym), gdzie nieco ograniczymy naszą swobodę aby dany obszar nie został zniszczony.

W Polsce funkcjonuje 10 form ochrony przyrody:

1. Parki narodowe

2. Rezerwaty przyrody

3. Parki krajobrazowe

4. Obszary chronionego krajobrazu

5. Obszary Natura 2000

6. Pomniki przyrody

7. Stanowiska dokumentacyjne

8. Użytki ekologiczne

9. Zespoły przyrodniczo-krajobrazowe

10. Ochrona gatunkowa (roślin, grzybów i zwierząt)

Biorąc pod uwagę wielkość powierzchni Polski i i łączną powierzchnię obszarów chronionych okazuje się, że jako kraj o tę przyrodę dbamy nie najgorzej. Ochroną objęte jest około 68% powierzchni kraju. Taka liczba może u niektórych osób wywołać nawet oburzenie. Czyli zostaje jedynie 32% powierzchni na której możemy się rozwijać? Jak w takim wypadku nasz kraj może dołączyć do tych najbardziej rozwiniętych?

Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie formy ochrony eliminują możliwość rozwoju firm. Owszem, na obszarze ochrony ścisłej parku narodowego wszelkie formy ingerencji są zakazane. To kawałek przyrody tylko dla organizmów tam żyjących. Ale już na obszarze parku krajobrazowego działalność gospodarcza jest dopuszczona.

Pozornie dobra sytuacja

Problemem może być właśnie zbyt mała ilość obszarów, gdzie przyroda jest nieco bardziej chroniona. Mamy 23 parki narodowe, ale łącznie pokrywają one zaledwie 1% powierzchni kraju. Jest to niesamowicie niski wynik. Mniejsze obszary chronione są m.in. w Belgii (0,2%), Rosji (0,4%), Portugalii i Hiszpanii (0,8%). Ale wśród naszych sąsiadów – Ukraina to 1,2%; Czechy 1,5%; Słowacja 7,5%; Niemcy 2,7%; Białoruś 1%; Litwa 2,4%.

Rekordzistą jest Islandia, gdzie Parki Narodowe to 12,1% pow. kraju. Ale wśród bardziej rozwiniętych państw pozytywnie zaznacza się Wielka Brytania (8,2%), Norwegia (6,3%), Francja (9,5%).

Na innych kontynentach dla przykładu można wymienić: Botswanę (9,7%), Gabon (10%), Zambię (32%), Butan (20,8%), Izrael (30%), Japonię (5,4%), Koreę Południową (6,7%), Kanadę (3,8%), Wenezuelę (21,8%) czy Nową Zelandię (10,8%).

Co chronić dylemat?

Wbrew pozorom jest to czasem duży problem i wyzwanie dla specjalistów. Czy chronimy naturalne procesy czy stan obecny? Tzn. Podczas eksploatacji lasów doszło do odsłonięcia dużych obszarów piaszczystych w okolicy Łeby – tzw. ruchomych wydm. Ruchomych, ponieważ wiatr przemieszcza piasek powodując ich przemieszczanie. Możemy chronić procesy, które np. doprowadzą to zajęcia wydm przez roślinność a w dalekiej przyszłości do ponownego ich porośnięcia drzewami. Możemy też chronić te wydmy aby zachować je dla przyszłych pokoleń a to może wiązać się np. z usuwaniem roślinności.

W Tatrach możemy mieć wybór pomiędzy zachowaniem procesów, które doprowadzą do zarośnięcia łąk, które nie są użytkowane pod wypas, ale możemy wypasać owce kulturowo, aby podtrzymać istnienie tych łąk.

W Kielcach jest rezerwat, gdzie pokazany jest fałd skalny. Nawet tam można dyskutować czy chronimy procesy, które doprowadzą erozji, czyli niszczenia skał, powstania gleby i wkroczenia roślinności, czy chronimy widok tego fałdu usuwając roślinność.

Są to dwa rodzaje działalności czynna i bierna. W ochronie biernej zostawiamy wszystko naturze. Jeżeli drzewo się przewróci, ma tam leżeć. Jeżeli skały zaczną się kruszyć tak ma być. Jeżeli jezioro zacznie zarastać, pozwalamy na to – nie robimy nic.

Ochrona czynna dopuszcza na ingerencję człowieka aby móc chronić konkretną sytuację, proces, zjawisko. Przykładowo jeżeli jezioro zaczyna zarastać to oczyszczamy je, jeżeli drzewo przewróci się to możemy jest usunąć itp.

Czy obecność obszarów chronionych ogranicza możliwości pracy?

Tak i nie. Jeżeli są zakazy to fabryki nie wybudujemy. Ale wraz z rozwojem gospodarczym państwa, w PKB zwiększa się udział usług. I tu okazuje się, że mało atrakcyjny turystycznie obszar możemy uatrakcyjnić właśnie poprzez wprowadzenia obszaru chronionego. To przyciągnie turystów a jak wiadomo, za turystami idą pieniądze – baza noclegowa, restauracje, sklepy. Dzięki temu lokalna społeczność może zarobić znacznie więcej niż mogłaby wyłącznie z rolnictwa. A chroniona jest nie tylko przyroda. Kultura także, co pozwoli na pielęgnowanie tradycji.

Karol Kubak