Ogrodnictwo pionowe – przyszłość czy ekomarzenie?

A może szansa i możliwość zwiększenia lesistości Polski?

Las. Miejsce, gdzie możemy odciąć się częściowo od świata, zwolnić. Zrelaksować się spacerem, kontemplować szum liści poruszanych przez wiatr, posłuchać śpiewu ptaków.

Przebywanie w lesie ma wiele udowodnionych naukowo zalet. Problem w tym, że lasów mamy… jak na lekarstwo. Na prawdę bardzo mało. Pokrywają ledwie 33% naszego kraju. A pozostała część? To grunty orne, łąki i pastwiska, sady ale też nieużytki, wody czy tereny zabudowane. Grunty orne z łąkami i pastwiskami to około 60% powierzchni kraju. Dużo, prawda?

A może by tak wysnuć śmiałą teorię, że wystarczyłoby nam 20-30 % powierzchni kraju aby zaspokoić potrzeby żywieniowe a nawet eksportowe (związane z rolnictwem) naszego kraju? Być może jest w tym jakiś sens. Z pomocą przychodzi nam nowoczesna technologia. Przyjrzyjmy się dzisiaj rolnictwu wertykalnemu.

Rolnictwo spełnia trzy podstawowe funkcje

  • społeczną – tworzenie miejsc pracy
  • ekonomiczną – produkcja żywności, pasz, wytwarzanie surowców dla przemysłu przetwórczego oraz tworzenie PKB (produktu krajowego brutto)
  • przestrzenną – przekształcanie krajobrazu naturalnego w rolniczy (lub ogólniej – kulturowy)

Aby ludzie mogli pracować w rolnictwie i cieszyć się z obfitych zbiorów potrzebujemy stosować pewne zabiegi. Jednocześnie muszą one być wyważone, gdyż jako społeczeństwo chcemy coraz więcej produktów „eko” i „bio”.

Rolnictwo możemy podzielić na ekstensywne, czyli drobnotowarowe, tradycyjne oraz intensywne, czyli uprzemysłowione i wysokotowarowe.
Ekstensywne stosuje się w krajach słabiej rozwiniętych gospodarcze, gdzie ludzi często nie stać na mechanizację i nawozy lub krajach wysoko rozwiniętych i posiadających rozległe tereny możliwe pod uprawę jak Stany Zjednoczone, Australia czy Kanada.
Rolnictwo intensywne z kolei stosuje się często w krajach, gdzie nie ma możliwości przeznaczenia dużych obszarów pod uprawy (np. kraj jest górzysty lub po prostu niewielki).

Rolnictwo wertykalne

Koncepcja farm pionowych jest pomysłem XX wieku. Pierwsze idee pojawiły się już w latach .20, a ich gwałtowniejszy rozwój obserwuje się od lat .90 ubiegłego stulecia. Rozwój nowych form rolnictwa związany jest z gwałtownym wzrostem liczby ludności na świecie. Choć trend wzrostowy nieco zwalnia to wg ONZ w 2100 r. na Ziemi będzie nas 11 miliardów. Ponadto ludność przenosi się do miast i dużych aglomeracji co pociąga za sobą zainteresowanie uprawami i hodowlą na obszarze tych miast. Nie ma co dziwić się takim pomysłom, przecież za przeważającą większość konsumpcji produktów rolniczych odpowiada miasto, więc szukamy możliwości pozwalających na szybkie dostawy produktów rolnych do odbiorców zarówno indywidualnych jak i przemysłowych.

Czym jest farma pionowa?

W dużym skrócie, jest to wielopiętrowy budynek przeznaczony pod uprawy roślin a w niektórych koncepcjach również hodowli zwierząt (zwłaszcza ryb). W mniejszej wersji taką farmę można wykonać na dachu zwykłego budynku, dzięki czemu niemal każdy budynek można przekształcić w niewielkie pole.

W budynku całe środowisko podlega ścisłej kontroli. Temperatura, wilgotność, światło (a nawet poszczególne długości fal), dostęp do ciekłej wody są kontrolowane i dostosowane pod konkretne rośliny. Ogromną zaletą jest możliwość całorocznych upraw, nawet w sytuacji gdy na zewnątrz jest zima.

Farma pionowa może być również postawiona na obszarach o słabych glebach bo… wcale ich nie potrzebuje. Rośliny rosną dzięki bezpośredniemu dostarczaniu wody z potrzebnymi składnikami odżywczymi. Tu rodzi się istotne pytane o wpływ na zdrowie. Nie wiem czy wiesz, że prawdopodobnie w domu też stosujesz uprawy hydroponiczne siejąc… rzeżuchę. Czy sądzisz, że jest niezdrowa? Wręcz przeciwnie. Uważamy, że taka domowa nie ma dostępu do zanieczyszczeń, pestycydów a dzięki podlewaniu czystą wodą nie zawiera zanieczyszczeń. To samo jest na skalę przemysłową.

Zamykając pola w budynkach zmniejszamy prawdopodobieństwo pojawienia się chorób zakaźnych czy szkodników. Nie bez znaczenia jest zużycie wody. Rośliny wymagają podlewania – to żadna tajemnica. Problem w tym, że znaczna część wody paruje, część podlega infiltracji (wsiąka w podłoże) rozpuszczając nawozy zawierające azot i fosfor. Następnie woda ta trafia do rzeki lub jeziora. Obecność nawozów powoduje szybszy zakwit wód – zjawisko bardzo niekorzystne.

Przy uprawach pionowych woda niewykorzystana przez rośliny jest w 100% odzyskiwana. Co więcej, odzyskiwana jest też woda z transpiracji roślin. Można ją wykorzystać ponownie.

Budynek pełen roślin niewątpliwie wymaga dostaw energii. O źródłach tradycyjnych i odnawialnych nie będę się tu rozpisywał, jednak warto zwrócić uwagę na to, że warzywa przed opuszczeniem farmy są częściowo przygotowywane przez pozbawienie ich części niejadalnych, które są na miejscu kompostowane. Dzięki temu produkuje się metan z którego wytwarzana jest energia oddawana z powrotem do sieci.

Jeden hektar upraw wertykalnych odpowiada nawet 6 hektarom tradycyjnych pól. Umożliwia to rozwój rolnictwa na obszarach o największej gęstości zaludnienia. Nie powinno więc dziwić, że taką formą rolnictwa zainteresował się Singapur, gdzie liczy się każdy metr kwadratowy powierzchni. Powstała tu nawet firma o nazwie Sky Greens. Są w stanie wyprodukować 10 razy więcej warzyw niż tradycyjne farmy. Produkty tej firmy mają duże wzięcie.

Oczywiście rolnictwo pionowe nie posiada samych zalet. Główną wadą są koszty, jakie trzeba ponieść przy budowie takiego obiektu oraz wysokie koszty funkcjonowania. Przeciwnicy podkreślają, że samo oświetlenie jest zbyt drogie a niska cena warzyw nie jest w stanie zapewnić zysków przedsiębiorstwom. Tradycyjne rolnictwo dostarcza znacznie tańsze produkty, nawet jeśli są mniej „bio” i „eko”.

Problemem jest też wpasowanie obiektów wysokościowych w architekturę miasta. O ile duże ośrodki jak Nowy Jork posiadają budynki wysokościowe i nie wybijałby się wizualnie, o tyle w wielu miejscach wysokościowiec nie zgrywałby się kompletnie z istniejącą architekturą.

Niemniej jednak wg raportu Allied Market Research globalny rynek rolnictwa wertykalnego w 2018 r. wyniósł 2,23 mld dolarów i szacuje się, że do 2026 wzrośnie do 12,77 mld dolarów.

Czy w Polsce jest szansa na rozwój farm pionowych?

W teorii jak najbardziej. Praktyka każe nam jednak zweryfikować nasze eko-marzenia, gdyż na ten moment mogą się okazać nieopłacalne. Mamy bardzo dużo terenów uprawnych, wielkość gospodarstw sukcesywnie rośnie, a rolnicy stają się powoli pełnoprawnymi przedsiębiorcami zatrudniającymi pracowników. To bardziej realny kierunek zmian. Poza tym wg sondaży TNS Polska tylko 4% Polaków regularnie kupuje droższą żywność „eko” a taką właśnie ogrodnictwo pionowe dostarcza. Jako naród w dalszym ciągu wolimy kupić żywność tańszą, nawet jeżeli będzie nieco gorszej jakości. Poza tym w polskich miastach ciężko jest ulokować wysokościowiec o powiedzmy 30 kondygnacjach naziemnych. Nasze centra są niskie, nie mówiąc o obszarach podmiejskich.

Szansą mogą być ogrody wertykalne budowane na dachach budynków. Przypominają one po prostu duże szklarnie. Nawet jeśli ich celem nie będzie prowadzenie zyskownego biznesu rolnego to mogą stanowić pola doświadczalne oraz służyć celom dydaktycznym, w tym popularyzacji zdrowego odżywiania.

Piękna wizja

Zastosowanie rolnictwa wertykalnego w naszym kraju mogłoby być nieco inaczej umotywowane niż w krajach azjatyckich. Pola, które stałyby się zbędne dzięki rolnictwu wertykalnemu, można by zamienić w lasy, tak by lesistość naszego kraju wzrosła nawet do 50-60%. Wtedy można by pomyśleć o zwiększeniu udziału obszarów chronionych. Może warto zaszczepić w ludziach tę myśl, postawić na większą edukację rolników w tym temacie. Czy XXI wiek to dobry moment aby i u nas odejść od tradycyjnego pojęcia rolnictwa? Czy się sprawdzi, będzie opłacalne?

Karol Kubak

Przeczytaj również: