Granica pomiędzy atrakcjami a degradacją krajobrazu

Przeglądając zdjęcia z wakacji doszedłem do tych zrobionych w Tatrach co natchnęło mnie do napisania tego artykułu. W ubiegłym roku ze względu na małe dziecko postanowiliśmy połazikować z wózkiem i darować sobie ekstremalne atrakcje. Ot tak, po prostu odpocząć. Jedną z atrakcji, które postanowiliśmy zaliczyć była Gubałówka. Da się wjechać z wózkiem a liczyłem na ładne widoki na Tatry. Jednak po wjechaniu na górę przeżyłem szok i przerażenie, które narastały z każdą chwilą pobytu na szczycie. O krajobrazie przekształconym przez człowieka mówi się krajobraz kulturowy. Tutaj na usta cisnęło mi się określenie krajobraz kulturowy zdegradowany. Jaka jest granica pomiędzy udogodnieniami i atrakcjami dla turystów a zniszczeniem krajobrazu? Czy powinniśmy wprowadzać ograniczenia, czy tam, gdzie nie ma obszarów chronionych powinniśmy pozwolić turystyce rozwijać się w sposób nieograniczony?

Po wyjściu z kolejki naszym oczom ukazała się plaża na szczycie z dużą sceną. I to wszystko z widokiem na nasz skarb – Tatry. Próbowałem zrobić zdjęcie tak aby nie uchwycić tych wątpliwych atrakcji. Oceń sam jak wyszło (pod koniec artykułu). Czy naprawdę szczyt (niewielkiej, ale jednak) góry jest miejscem na taką inwestycję? Czy nie lepsza byłaby po prostu zwykła łąka na której można by rozłożyć się na kocu? Po próbach zrobienia pamiątkowych zdjęć poszliśmy dalej. Kramy, kramy i jeszcze raz kramy. No gorzej niż na jakimkolwiek odpuście jaki widziałem. Postanowiliśmy jednak, że poszukamy jakiegoś miejsca, gdzie możemy w spokoju wypić kawę. Poza tym chciałem zobaczyć jak dużo jest tych budek.

Kolorowe bibeloty, plastikowe zabawki przeplatane pamiątkami z gór „made in China”. A zamiast kontemplacji wiatru i odgłosów ptaków łupanie disco polo (pomijam gusta muzyczne – po prostu było to zdecydowanie za głośno). Gdzieś tam pomiędzy tymi straganami zauważyłem domek górski oferujący prawdziwe pamiątki z gór. Ale nikt zdawał się go nie zauważać. Jak wejście do Dziurawego Kotła, którego nie dostrzegali mugole w książkach o Harrym Potterze. Czy rzeczywiście współczesny turysta to taki kulturowy mugol?

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wypicie kawy w jednej z knajp na podwyższeniu, gdzie mogliśmy we względnym spokoju (tu przynajmniej puszczali stonowaną muzykę) popatrzeć na chmury otulające wysokogórskie szczyty.

Mimo bycia przyrodnikiem daleko mi od filozofii rzucenia wszystkiego i zamieszkania w jaskini. Nie mam nic przeciwko wypicia kawy i zjedzenia ciasta czy lodów z pięknym widokiem. Można się raczyć pizzą czy kupić ciekawą i wartościową pamiątkę. Nawet rozłożenie się i wypicie piwa mogłoby być przyjemne. Ale czy potrzebujemy do odpoczynku tylu straganów z kiczem i dziwacznych udogodnień? Czy miejscowi nie mają innego pomysłu na biznes/pracę tylko oferowanie pseudopamiątek z podpisem Tatry lub Zakopane?

A oto moje próby uwiecznienia gór. Tak po prostu, bez żadnych dodatków.

Karol Kubak

Przeczytaj również: